MARIAN ZGÓDKA - Dziennik

"KRĄG"




"KRĄG" -13.06.2015r.
------

JUŻ TYLE RAZY OGNISTYM RYDWANEM
SŁOŃCE PRZEMKNĘŁO PO MOIM NIEBIE,
I TYLEŻ SAMO TĘSKNOTY SPĘTANE
SPAĆ NIE DAWAŁY -BO NIE MA CIEBIE.

ZA KAŻDYM RAZEM KSIĘŻYC ZŁOCISTY,
NIBY ZWIERCIADŁO -UJRZEĆ POZWALAŁ
WSPOMNIENIE CIEBIE... OD JEDNEJ ISKRY
OGIEŃ TĘSKNOTY W MYM SERCU ZAPALAŁ.

A PŁOMIEŃ RÓŻOWY OGARNIAŁ JE CAŁE,
SYCIŁ DO GRANIC MIŁOŚĆ ZGŁODNIAŁĄ.
JAŚNIAŁY GWIAZDY, KTÓRE WYBRAŁEM
DLA CIEBIE -SPADAŁY PLEJADĄ CAŁĄ.

A KAŻDA Z NICH, TO JEDNO MARZENIE
I WSZYSTKIE ONE O TOBIE I Z TOBĄ,
TAKIE MARZENIA W NAJWYŻSZEJ CENIE...
ZAPŁACIĆ ZA NIE CHCĘ CAŁYM SOBĄ.

JUŻ WIDZĘ CIĘ W KWIATACH, JAK VENUS Z MILO,
GDY JESTEŚ PRZY MNIE, NIM GWIAZDY ZBLEDNĄ...
JA JESTEM PRZY TOBIE I ŻYJĘ TĄ CHWILĄ,
BO CIEBIE KOCHAM -TY JESTEŚ TĄ JEDNĄ.

NIEDŁUGO ZNIKNIE ZNÓW KSIĘŻYC ZŁOTY,
TWA POSTAĆ, JAK MGŁA ROZMYJE SIĘ DALEJ...
ZOSTANĄ TYLKO TE WIELKIE TĘSKNOTY
I MIŁOŚĆ, W KTÓREJ CAŁY SIĘ SPALĘ.

GDY ŚWIATŁA NOCY GASNĄ NAD RANEM,
ME ŻYCIE ZATOCZY KRĄG WOKÓŁ CIEBIE...
JUŻ TYLE RAZY OGNISTYM RYDWANEM
SŁOŃCE PRZEMKNĘŁO PO MOIM NIEBIE.
  • 12 listopada 2017, 08:05:03
  • Podoba się: 0
  • Komentarze: 0

Podoba się (0)

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

"WIECZORNY GOŚĆ"

AKT I

PRZYSZŁA DO MNIE RAZEM Z DESZCZEM,
KIEDY BYŁO SZARO JESZCZE...
SIADŁA SOBIE ZMIERZCHEM WCZESNYM
NA ODLUDZIU, W DOMKU LEŚNYM.

PRZY KOMINKU W CIEMNYM KĄCIE.
CIEŃ PŁOMIENI ZŁOTYCH PNĄCZEM
PO POKOJU ŚCIANACH BŁĄDZIŁ,
WĄTŁE ŚWIATŁO WOKÓŁ SĄCZYŁ.

OTULONA PŁASZCZEM MOKRYM,
GDY JĄ POKÓJ CIEPŁEM OKRYŁ
ODGARNĘŁA WŁOSY KRUCZE,
SPADŁY Z BRZĘKIEM -NIBY KLUCZE

NA PODŁOGĘ DWIE TĘSKNOTY,
ŻEBY MI PRZYPOMNIEĆ O TYM...
...O CIERPIENIU, ŻE W TYM ŻYCIU
KOCHAĆ MUSZĘ CIĘ W UKRYCIU.

WTEDY W OCZY JEJ SPOJRZAŁEM.
SERCE -NAPOIŁA ŻALEM...
PŁASZCZ STRZEPNĘŁA RUCHEM KRÓTKIM,
POSPADAŁY Z NIEGO SMUTKI

I DOPADŁY MNIE W FOTELU,
W ZAPOMNIENIU, TAK BEZ CELU...

AKT II

NOC GŁĘBOKA MNIE ZASTAŁA,
ONA W KĄCIE WCIĄŻ SIEDZIAŁA.
OGIEŃ JUŻ W KOMINKU WYGASŁ,
CHŁÓD SIĘ WKRADAŁ, TRWAŁA CISZA,

WIATR W GAŁĘZIACH WŚCIEKLE WYŁ,
GDZIEŚ PIES SZCZEKAŁ -ILE SIŁ,
KSIĘŻYC SKRYŁ SIĘ CIĘŻKĄ CHMURĄ,
CIEMNOŚĆ SPADŁA, TAK PONURO.

SPAĆ NIE MOGŁEM -JEJ OBECNOŚĆ
NOC DŁUŻYŁA W CAŁĄ WIECZNOŚC.
TYLKO NA MNIE SIĘ PATRZYŁA,
NIC NIE CHCIAŁA, NIE MÓWIŁA...

BLADYM ŚWITEM WRESZCIE WSTAŁA,
GESTEM DŁONI POŻEGNAŁA,
CHYBA NAWET UŚMIECHNĘŁA,
ODWRÓCIŁA, W DRZWIACH ZNIKNĘŁA...

AKT III

CZASEM, KIEDY SŁOŃCE ZAŚNIE,
ONA MNIE ODWIEDZA WŁAŚNIE.
KIEDY W MYŚLACH Z TOBĄ BŁĄDZĘ,
ONA PRZYJDZIE, W KĄCIE SIĄDZIE.

ROBIĘ WTEDY JEJ HERBATĘ,
NA GITARZE GRAM SONATĘ
I -JAK DŁUGO?! -SIEBIE PYTAM,
KIEDY MNIE ZA SERCE CHWYTA.

RANO WIEM, ŻE TUTAJ BYŁA,
CHOĆ HERBATY NIE WYPIŁA,
ALE LUBIĘ JĄ CZĘSTOWAĆ,
BY Z SZACUNKIEM JĄ PRZYJMOWAĆ

W LEŚNYM DOMKU NA UBOCZU,
GDZIE JĄ DOBRZE MOŻNA POCZUĆ.
GDYŻ DOKŁADNIE ZNAM JEJ GODNOŚĆ,
BO TO MOJA JEST... SAMOTNOŚĆ.
  • 09 listopada 2017, 09:50:44
  • Podoba się: 2
  • Komentarze: 0

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się